|
"... Teren, na którym robiono próby,
był dawnym ośrodkiem wojskowym w okolicy Blizny,
trzydzieści dwa kilometry na wschód od Mielca, na
południu Polski, natomiast poligon, na który spadały
rakiety, znajdował się na terenie bagnistym, mało
zaludnionym, położonym trzysta dwadzieścia kilometrów
na północny-wschód od Blizny. Znajdowało się tam
kilka niemieckich kompanii obserwacyjnych oraz
specjalne oddziały, mające za zadanie odszukiwać
resztki rakiet po eksplozji i badać je. Po
stwierdzeniu, że ponad pięćdziesiąt rakiet rozerwało
się po wzniesieniu się na wysokość tysiąca pięciuset
metrów, zaproszono mnie do przybycia w okolicę
wyrzutni. Z grupą asystentów spędziłem piętnaście dni
w biurze 'poszukiwań', w samym środku wyrzutni.
Rakiety V-2 padały koło nas po dziesięć sztuk
dziennie (nie były one naładowane środkiem
wybuchowym). W czasie tych prób zdarzały się wypadki
śmiertelne: zginęło dziesięć lub piętnaście osób z
personelu wojskowego oraz kilka osób cywilnych -
Polaków ..."
|